Autorka odkrywa w malowniczym, ale leniwym, wycofanym zakątku Anglii tak wiele historii do opowiedzenia, wątków do podtrzymania, bohaterów z życia wziętych do przedstawienia, że jej książka, choć przecież non-fiction, żyje własnym życiem, jak najlepsza fikcja. Spora w tym zasługa niestrudzonej Lamorny, która, spragniona opowieści, ciekawych historii, doświadczenia, nie waha się ubrudzić i zamrozić rąk łowiąc ryby, rozmawiać z miejscowymi wypijając piwo, asymilując się, nawet jeśli świadomie tylko na chwilę, aby poczuć – wodę, wiatr, swoje ciało, a potem już rozmowy innych, ich historie. Ash pisze o miejscu przecież wcale nie najbardziej fascynującym, ale zamieszkanym, jak wiele innych, przez ludzi, którzy mogą się odsłonić, bo nie są już obcy, podglądani przez turystkę na chwilę, ale rozmawiają z osobą, którą prawdziwie interesują. Piękna książka w dobrym tłumaczeniu Kai Gucio.
wolnadroga.pl