Fascynująca i wizjonerska proza mistrza literatury
europejskiej
Z posłowiem Elżbiety Sobolewskiej
Wyobraźnia
László Krasznahorkaiego zdaje się nie mieć granic. Węgierski mistrz prozy oprowadza nas po gabinecie krzywych luster, w których pozwala przejrzeć się
naszym skrywanym lękom.
Dwadzieścia
jeden opowieści, które składają się na ten tom, opisuje świat z perspektywy
niezwykłych bohaterów: outsiderów, wędrowców, wyobcowanych ekscentryków, ludzi rozpaczliwie
poszukujących porządku w otaczającej ich rzeczywistości, a przede wszystkim – sensu
własnego istnienia. Za wartkim strumieniem ich myśli, monologów, czasem
lamentów zdaje się skrywać ten sam tajemniczy protagonista, przywdziewający
jedynie fantazyjne maski. Ktoś jak my strwożony absurdem, któremu się przygląda.
A świat
trwa to przejmująca
próba opisania kondycji człowieka we współczesności. Zagubionego i osamotnionego w gąszczu sprzecznych narracji. A przy tym stale odwracającego
wzrok od tego, co ważne, unikającego konfrontacji z prawdą, uparcie starającego
się nie dostrzegać, że katastrofa, której intuicyjnie tak bardzo się obawia,
już się dokonała, lecz w wymiarze duchowym i nie została przezeń zauważona.
W swojej
hipnotycznej prozie, która rozciąga czas i rozrywa przestrzeń, Krasznahorkai z obsesją przywiązany pozostaje do katastroficznej wizji świata, oddając
wewnętrzny rytm człowieka zagubionego w absurdzie istnienia. Narracja, płynąca
niczym rwąca rzeka myśli, wciąga czytelnika w uniwersum, gdzie każdy gest i każde słowo mają egzystencjalny wymiar. Język Krasznahorkaiego jest niczym
pęknięty obiektyw: wprawdzie zniekształca, ale i tak pozwala zajrzeć głębiej,
pod powierzchnię rzeczywistości.
Z posłowiaElżbiety
Sobolewskiej
„László
Krasznahorkai jest wielkim pisarzem epickim, osadzonym w środkowoeuropejskiej
tradycji, sięgającej od Kafki do Thomasa Bernharda, charakteryzującej się
absurdyzmem i groteskowym nadmiarem” – napisał w laudacji noblowskiej Anders Olsson,
przewodniczący Akademii Szwedzkiej, która przyznała pisarzowi Nagrodę
Nobla 2025 w dziedzinie literatury.
Pisarz wspaniale pokazuje nieuchronny rozpad rzeczywistości, zwycięstwo ciemnych sił nad tym, co najbardziej kruche - choćby nad kulturą. [...] Krasznahorkai okazuje się kronikarzem nieuchronnej katastrofy.
László Krasznahorkai jest mistrzem w opisywaniu zatęchłej prowincji, ogarniętej marazmem i chaosem.
W świecie, który się rozpada, Krasznahorkai szuka nie końca, lecz początku. Pisze o ruinach, by odnaleźć w nich ślady człowieka i sztuki. I może w tym tkwi sekret jego Nobla - w przekonaniu, że nawet w epoce chaosu literatura potrafi ocalić sens.
To lektura wymagająca, a zarazem wciągająca, która pozwala zajrzeć w najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy i zrozumieć, że świat trwa, mimo że wiele jego tajemnic pozostaje nieodkrytych.
Zdania Krasznahorkaia rozpleniają się czasem na kilka stron, wymagając od czytelnika skupienia i cierpliwości. Czytane na głos powodują, że czujemy niepokój i pęd.
Węgry w tej twórczości to wieczna zawiesina osiadająca na mózgu, to permanentna samotność i zimno, to mentalny mróz, w którym nie ma żadnej nadziei. To świat, który wymyślił Krasznahorkai, wzorując się na komunistycznych Węgrach, ale wydestylowanych, Węgrach, gdzie nikt nigdy nie dostaje „szansy” ani wybawienia z piekielnej sytuacji, w której się znalazł; gdzie króluje zawiść, hipokryzja i donosicielstwo, a ludzkość pogrąża się w zbiorowym szaleństwie.
Świat Krasznahorkaia to też są Węgry, ale takie, jakich nie znają turyści. To nie są Węgry gulaszu, czardasza, papryki, widokówek z Budapesztu, tych wszystkich przyjemnych makatek dla zorganizowanych wycieczek. To są Węgry zapadłej prowincji, schyłkowego komunizmu, który wyprał mózgi swoich obywateli, a reszty dokonała tania palinka. Węgry rozpaczy i szaleństwa.
W najnowszym, znakomitym przekładzie Elżbiety Sobolewskiej znajdziemy rozbudowany traktat o kondycji ludzkiej, nieuchronnej klęsce wpisanej w odwieczne dążenie, a zarazem niechęć do osiągnięcia jakiejkolwiek całości. Pisarz przywołuje dziesiątki obrazów, w których przygląda się zachowaniu ludzi i zwierząt, mnoży podmioty (właściwie nie wiemy, ilu narratorów do nas mówi) i żongluje gatunkami (od anegdoty, przez monolog i wykład akademicki, aż po medytację).
Lektura, która wstrząśnie i zainspiruje, przypominając, że w absurdzie kryje się esencja ludzkiego bytu. Dla poszukiwaczy głębi w literaturze.
Literatura, która jest bardzo osobista i bardzo bezosobowa. Osobista — bo nieustannie zanurzona w sensoriach, w przeczuciach, w intymnych napięciach codzienności. Bezosobowa — bo unika biograficznych deklaracji, jakby autor chciał powiedzieć: nie jestem tu ważny ja, lecz sposób, w jaki świat przeze mnie przepływa, i sposób, w jaki mogę ten ruch, choć na moment, zatrzymać w języku.
+21 opowiadań układa się w jeden tom pełen niezwykłych bohaterów, nierzadko zagubionych, lecz nieustannie próbujących odnaleźć sens istnienia. To idealna lektura na świąteczny czas zadumy, która skłania do refleksji nad kondycją współczesnego świata.
Na tom składają się utwory bezsprzecznie godne poznania i doskonale tłumaczące decyzję Komitetu Noblowskiego.
Ta książka jest zaproszeniem do wejścia w głąb, w przestrzeń wewnętrzną, w której jesteśmy sami. Krasznahorkai proponuje, żeby spojrzeć na rzeczywistość i na nas samych bez żadnych osłon; w tej pustce każdy może zobaczyć coś innego.
Tymczasem świat trwa nadal, idzie naprzód, wymyka się ludzkiemu poznaniu, piętrząc kolejne wyzwania. Kroku stara mu się dotrzymać gęsty, pełen napięcia i niepokoju język Krasznahorkaiego, który – posłużę się diagnozą Sobolewskiej – „wciąga czytelnika w uniwersum, gdzie każdy gest i każde słowo mają egzystencjalny wymiar”.
„A świat trwa” nie jest typowym zbiorem opowiadań, lecz mozaiką głosów, które rezonują ze sobą, tworząc pewnego rodzaju labirynt. [...] Wszystkie te opowiadania składają się na jeden, niepokojąco spójny obraz świata, który albo pogrąża się w coraz większym nieładzie, albo organizuje się w coraz bardziej absurdalny, duszny system. Bohaterowie, choć świetnie rozumieją absurd rzeczywistości, są całkowicie bezsilni wobec jej mechanizmów. Mogą jedynie obserwować, jak wszystko wymyka im się spod kontroli.
Bohaterowie Krasznahorkaia są przejmująco ludzcy. Nie spotyka ich nic specjalnego, żadne wielkie wydarzenie – nie z perspektywy czytelnika. Ale oni opowiadają żywiołowo, neurotycznie, a oddech biorą dopiero wtedy, kiedy słowa wypowiadają na bezdechu. Bo ich opowieść jest najważniejsza na świecie. Taka jak jest ta książka. Szybka, dynamiczna, trudno za nią nadążyć. Ludzie są ogarnięci obsesją, o której gorączkowo chcą opowiedzieć [...].
To jest proza, która używając języka i posuwając go do różnych granic, próbuje nam opowiedzieć o tym, czym jest przestrzeń, czym jest człowiek, czym jest świat.
Sami musimy wybrać, co jest treścią tej książki. Każdy z nas może wybrać tę funkcję i znaczenia, które są dla niego najważniejsze. Ta wielopłaszczyznowość, mnogość wątków łączy się w jedną konkluzję, która stanowi tytuł książki.
László Krasznahorkai znakomicie potrafi sterować emocjami czytelnika [...].
Dwadzieścia jeden zebranych w „A świat trwa” opowiadań wyróżnia często sardoniczne poczucie humoru, które pozwala znieść ciężar przygnębienia. [...] Elżbieta Sobolewska, doskonała tłumaczka węgierskiej literatury, w posłowiu podkreśla eksperymentalną formę, jaką posługuje się Krasznahorkai. To element, który wyrywa z marazmu i może właśnie w nim tkwi sekret sztuki pisarza, któremu udało się znaleźć język do opisania współczesnej melancholii.
Krasznahorkai zawsze pisze pod włos, wbrew czytelniczym przyzwyczajeniom, tka swoje wielostronicowe zdania i unika kropek, twierdząc, że kropka to sztuczny twór, rodzaj konwencjonalnej umowy między pisarzem a odbiorcą, konwencje zaś można, a nawet należy łamać. […] „A świat trwa” można traktować jako dobry wstęp do tego oryginalnego pisarstwa, bo znajdziemy tu wiele z najważniejszych obsesji Krasznahorkaiego.
Krasznahorkai tworzy swój gatunek – jego krótkie prozy to bardziej medytacje niż opowiadania. Krasznahorkai proponuje, żeby spojrzeć na rzeczywistość i na nas samych bez żadnych osłon; w tej pustce każdy może zobaczyć coś innego.
[...] krótkie formy László Krasznahorkaiego z tego tomu pozostaną nam w głowie, jego zdania będą wibrowały, wprowadzały niepokój, bo podskórnie zdajemy sobie sprawę, że węgierski pisarz mówi o tym, czego obawiamy się najbardziej.
Niełatwa proza eksperymentalna, w której jest coś z Becketta i francuskiej nouveau roman.
Choć zbiór składa się z oddzielnych opowieści, zlewają się one w jeden, nieustępliwy rytm. To świat, w którym każdy gest nosi ciężar metafizyczny, każdy ruch prowadzi donikąd. A każde słowo wymyka się jednoznaczności. Krasznahorkai mistrzowsko operuje napięciem między drobiazgowością obserwacji a wszechogarniającym poczuciem bezsensu.
Wyobcowani, outsiderzy, wędrowcy i ci owładnięci egzystencjalnymi kryzysami – to właśnie im z fascynującą przenikliwością przygląda się ubiegłoroczny noblista László Krasznahorkai. Cykl opowiadań Węgra zgrabnie układa się w ciąg przemyśleń na temat kondycji człowieka w dzisiejszym świecie. Czy to optymistyczny obraz? Odsyłam do książki...
„W stanie, w jakim dziś znajduje się świat, marzycielstwo jest czymś nieznośnym i całkowicie idiotycznym” - twierdzi bohater jednego z opowiadań z tomu „A świat trwa”, którego autorem jest László Krasznahorkai. I czyż nie ma racji? Trudno się z tą opinią spierać. Kiedy podstawowe, bardzo przyziemne sprawy, nie mogą być załatwione, snucie wizji o czymś więcej wydaje się być czymś więcej niż tylko naiwnością.
„A świat trwa” to proza rozciągająca czas i rozrywająca przestrzeń. […] Krasznahorkai posługuje się językiem z niezwykłą precyzją, a jego długie, meandrujące zdania prowadzą czytelnika konsekwentnie przez opisywany świat – wymagający, ciemny, ale ukształtowany z pełną świadomością.
László Krasznahorkai pokazuje rzeczywistość, która toczy się dalej, niezależnie od ludzkiego zagubienia, opisywaną przez powracające myśli i uważne obserwacje drobnych szczegółów. Książka nie oferuje rozwiązań, lecz skupia się na samym doświadczeniu trwania – bycia pomiędzy potrzebą sensu a poczuciem, że sens wciąż się rozpada.
„A świat trwa” okazuje się więc nie tylko uzupełnieniem wcześniejszych dzieł, ale też kluczem do zrozumienia późnego Krasznahorkaiego - autora, który z chaosu świata wydobywa formy medytacji, nieustannie powtarzając, że nawet w stanie rozpadu świat wciąż trwa, choć nie wiadomo dlaczego.
Z mrocznej, widmowej węgierskiej prowincji do spraw ostatecznych – dwadzieścia jeden opowieści o świecie. O ludziach, zdarzeniach, o zmierzchu, nie o słońcu.
Zbiór dwudziestu jeden opowieści, zatytułowany „A świat trwa” wydaje się idealny na pierwsze spotkanie z węgierskim noblistą. Czy jest on kronikarzem rozpadu i braku nadziei, a może jednak czegoś wręcz przeciwnego?
Proza Krasznahorkaia zachwyca językową maestrią. Każde słowo wydaje się tu wyważone, każde zdanie gęstnieje od znaczeń.
[Książka] nie opowiada o końcu świata, tylko o stanie, w którym koniec przestaje być potrzebny. To książka o utknięciu w ruchu, o myśleniu, które krąży, zamiast prowadzić do wniosków, i o języku, który wciąż działa, choć coraz wyraźniej pokazuje własną bezradność. Lektura gęsta, wymagająca, ale uczciwa. Taka, która nie oferuje pocieszenia, za to zmusza do zatrzymania się w samym środku trwania.
Strona używa plików cookies zgodnie z polityką prywatności. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.