Wciąż pokutuje przekonanie, że kobiety w PRL raczej nie pracowały. Skąd trwałość tego kłamstwa? W pewnym sensie z prasowania. W PRL prowadzenie domu spoczywało w stu procentach na barkach kobiet, a było ono wówczas dużo trudniejsze niż teraz. Gospodarka niedoboru sprawiała, że praktycznie niczego się nie kupowało, ale zdobywało. Kiedy relacjonowano te kłopoty w prasie, a potem w historycznych opracowaniach, pisano, że półtorej godziny w kolejkach spędzały codziennie kobiety – jakby to było oczywiste, że to ich zadanie. Być może nie stały za tym złe intencje, lecz jedynie zła tradycja, ale dla kobiet ważniejsze miało być prasowanie niż pracowanie. A dla państwa istotniejsze było żelazo niż żelazko. Zgaduję, że wielka ranga przemysłu ciężkiego odpowiada za to, że po latach badacze przemysłu lekkiego (jakim tylko z nazwy było włókiennictwo) opowiadają o nim przez pryzmat maszyn, a nie pracownic.
Aleksandra Boćkowska, wysokieobcasy.pl