Marecki ogrywa to tak, że my od razu wiemy, że nie pojechał się bratać i udawać swojaka ani wyrywać prawdy z korzeniami. Pojechał w Polskę, żeby przez dwa tygodnie oglądać z okien opla polne i leśne drogi, bezdroża, wsie, wschodnie i północne rubieże, by notować obrazy z miejsc, które kiedyś były miejscami, a teraz są resztkami budynków z odrapanymi szyldami dyndającymi z nudów, i by posłuchać kolejnych historii, taki bierny obserwator, co to kupuje dwa dodatkowe piwa dla kogoś, kto ewentualnie chciałby się przysiąść. Nie chwali, nie gani, zapisuje i fotografuje to, co widzi, by potem zmontować z tego książkę, bez komentarza, jak stara dobra Polska Szkoła Dokumentu.
Anna Wyrwik, przekroj.pl