Świetnie napisany esej Jan Morris pozwala nie tylko na zbliżenie się do fenomenu włoskiego miasta, które ma w sobie tak wiele z klimatu monarchii austro-węgierskiej, ale też na ucieczkę od utartych skojarzeń i zbudowanie portrety Triestu opierającego się na słowie „nigdzie”. Rzadko zdarzają się opowieści tak dobrze łączące teraźniejszość z przeszłością, wyobrażenie z realnie istniejącym konkretem, osobność z uchwyceniem ducha charakterystycznego dla czegoś większego, melancholię z tęsknotą, zmianę z trwałością, wreszcie zakorzenienie z obietnicą.
Bernadetta Darska, bernadettadarska.blogspot.com