Zdecydowanie warto. Ała kaczuu otwiera książkę, ale jej prawdziwy ciężar pojawia się w drodze przez kolejne rozdziały: wolność i politykę, postsowieckie wsie, fasolę, hokej, Issyk-kul, Sülüktü, uzbeckie mahalle, Naryn, rodzinne rytuały i Majłuusuu. Sułek napisała reportaż wymagający uważności, ale odpłacający konkretem. Po lekturze zostają twarze, miejsca, zdania i poczucie, że Kirgistan można opowiadać bez skracania go do turystycznego zachwytu albo jednej politycznej tezy.
Agnieszka Cybulska, historykon.pl