Monolok
Audiobook
- Kategoria: Proza polska
- Seria wydawnicza: Poza serią
- Format: Mp3
- Lektor: Paweł Sołtys
- Długość nagrania: 2 godziny 54 minut
- ISBN: 978-83-8396-279-5
- Cena okładkowa: 39,90 zł
- Data publikacji: 14 stycznia 2026
„Bo to przecież różnie bywało, czasem świat, czyli Grochów, wyglądał, jakby ktoś przy przycinaniu baczków ciachnął ucho. A czasem jak niezamiecione włosy ułożone w dziwne podłogowe pukle. I pięknie, i strasznie trochę”.
Stary fryzjer z Grochowa wspomina ludzi, których strzygł, kobietę, którą kochał, i miasto blednące pod coraz grubszymi warstwami nowoczesności. Mówi, jakby golił czas: powoli, z wprawą, czasem pod włos. Urodził się w roku czterdziestym w Warszawie, „ani dobry rok, ani dobre miejsce”. Potem sierociniec, szkoła fryzjerska, miłość, praca, ludzie, miasto. Każde wspomnienie ciągnie za sobą następne, a jego własne życie plącze się w opowieściach tych, którzy siadali w jego fotelu, demokratycznie: doliniarz i profesor, ślusarz i literat. I płyną historie: o gołębiarzach, kociarach, siostrach tarocistkach, o zakopanych dzwonach, płonących łabędziach, niedowidzącym listonoszu i kobiecie rażonej piorunem. Wszystko w tym małym-wielkim kawałku Warszawy.
Monolok, ten traktat o strzyżeniu włosów, jest liryczną balladą o świecie, który trwa jedynie w pamięci, i wielką pochwałą daru snucia opowieści. „Bo nawet jeśli wszystko zmyślone, to przecież zostało”.
Od dawna żadna literatura nie wciągnęła mnie aż tak bardzo. Dawno również żadna nie spowodowała, że przypomniał mi się jakiś zakątek odwiedzany w dzieciństwie. A właśnie to wszystko zdarzyło mi się podczas Monoloku Pawła Sołtysa. Nie raz do niego wrócę, a jeśli jakiś teatr go wystawi, będę na premierze w pierwszym rzędzie. Bo snucie opowieści to dar, który nie może ulec zapomnieniu.
Właśnie na tym polega czar tekstów Sołtysa: pozornie nieistotne historyjki okazują się idealnie skrojone pod nasze serca. Nie bałamucą intelektu ani nie wzniecają pożaru słusznego oburzenia. Mają za to ostro zakończone szpileczki, które wbijają się pod skórę i tam zostają.
Pięć gwiazdek Polityki: Ten monolog fryzjera z Grochowa jest miejską balladą, ukłonem w stronę opowieści Grzesiuka, Wiecha, Marka Nowakowskiego, piosenek Stanisława Staszewskiego. Opowieścią krwawą i śmieszną, i smutną, i chwytającą za gardło. A przede wszystkim świetnie napisaną, w której „latarnie przymykały sodowe oko”.
Trudno o bardziej żarliwą pochwałę opowieści od pojedynku na historie, toczonego na fotelach fryzjerskich przez pana Piotrusia, robotnika z Peruna i pana Andrzeja, nagradzanego literata. Scena jak z Homera, Cervantesa czy Potockiego. Oczywiście w skromniejszym, grochowskim i peerelowskim wydaniu, ale to wciąż złoto, nie tombak.