Sigitas Parulskis, Ciemność i partnerzy
- Kurier
- 11,79 zł
- paczkomat
- 13 zł
- poczta
- 12 zł
- odbiór osobisty (Warszawa)
- 0 zł
- pliki
- 0 zł
Litwa, rok 1941. Vincentas, wrażliwy fotograf, zawiera faustowski pakt z oficerem SS. W zamian za życie swoje i swojej żydowskiej ukochanej dołącza do nazistowskiego szwadronu śmierci, aby fotografować masowe egzekucje Żydów. Niemiec stawia jeden warunek – fotograf ma odnaleźć piękno w tym, co fotografuje.
W swojej prowokującej powieści Sigitas Parulskis przybliża jeden z najkrwawszych okresów w dziejach Litwy, gdy zamordowano 94 procent jej żydowskich mieszkańców. Swoim bohaterom każe skonfrontować się ze strachem i na nowo ustanowić granice moralności, a z szokującego zestawienia piękna fotografii z nieludzką brutalnością wyłania się obraz nieoczywistej i nieznanej historii. Historii, która zdążyła już podzielić litewskich czytelników.
Dziękujemy za wsparcie przekładu książki Litewskiemu Instytutowi Kultury.
-
Parulskis ciągle ryzykuje. W jednym z wywiadów powiedział: „Uważam, że trzeba ryzykować. Prawdziwa, mocna literatura – i w ogóle sztuka – powstaje właśnie na granicy ryzyka, na granicy wstydu, upadku, przegięcia. Umieć zapanować nad takim materiałem, utrzymać równowagę, stąpając po ostrzach szoku i bólu, zachować styl, formę – […] to nie jest łatwe, ale na tym polega twórczość”. Podejmowanie ryzyka jest w przypadku Parulskisa usprawiedliwione. Pisarz idzie właściwą drogą – jego proza zaskakuje, szokuje, zachwyca i nikogo nie pozostawia obojętnym. Mogę śmiało stwierdzić, że Sigitas Parulskis należy do najciekawszych współczesnych pisarzy litewskich, takich, którzy mówią swoim rodakom prawdę w oczy, i to gorzką prawdę, nie boją się wyzwań ani zjadliwych krytyków.
Przeczytaj fragment ZamknijSigitas Parulskis
Ciemność i partnerzy
fragment
Drzwi otworzył im gospodarz. Artysta. Miał na sobie długi aksamitny szlafrok. Był w świetnym nastroju.
– Wejdź – powiedział.
Vincentas wszedł do środka.
Z salonu dobiegała muzyka, przez uchylone drzwi sączyło się światło, nie lamp elektrycznych, tylko świec.
Vincentas się odwrócił – Artysta podał coś Tadasowi, ten kiwnął głową, spojrzał na Vincentasa, mrugnął do niego szelmowsko i zniknął. Dostał swoje trzydzieści srebrników. Wykonał najgorszą robotę. Teraz mógł warować w przedpokoju jak pies. Kiedy zdążył się poznać z Artystą? Czy to on doniósł na Judytę? Skąd się o niej dowiedział? Może widział jej zdjęcia w pracowni Vincentasa? Niech to szlag, przecież sam pokazywał Artyście jej zdjęcia, kiedy pierwszy raz się u niego stawił. Chciał się pochwalić przed esesmanem, a wydał Judytę. – Och, ta wspaniała twarz człowieka zażenowanego, przybitego, drżącego przed niewiadomą – powiedział zadowolony Niemiec. – Pewnie się zastanawiasz, co tu się, u diabła, dzieje. Pozwól, że jeszcze chwilę będę się rozkoszował widokiem twojej przerażonej gęby! – Rozwalił się w fotelu, sięgnął po kieliszek z koniakiem, wypił łyk, znów wbił spojrzenie w Vincentasa. – Zdajesz sobie sprawę, że żyć z Żydówką w dzisiejszych czasach to co najmniej nierozsądne? Ile ty masz lat? Nie masz jeszcze trzydziestu?
Vincentas kiwnął głową. Co za różnica, ile się ma lat, jeśli i tak jest się nieudacznikiem. Właśnie kimś takim teraz się czuł.
– W dzisiejszych czasach już samo życie jest nierozsądne – powiedział, ledwie wydobywając głos z zaschniętego gardła.
Artysta się zaśmiał. Nigdzie nie było widać Judyty. Może wcale jej tu nie ma? Może Tadas już ją zabił?
Niemiec podszedł do gramofonu, pogłośnił muzykę, dał znak ręką jakiejś niewidocznej osobie, po czym zwrócił się do Vincentasa:
– Ta sofa to najważniejszy obiekt. Ustaw aparat tak, żebyś mógł zrobić dobre zdjęcia. – I rozsiadł się na sofie przykrytej czerwonym materiałem. – Lubię dobre zdjęcia, lubię przeciwieństwa, skontrastowane obrazy. Starość i młodość, stara i młoda twarz, wyschnięte i pulchne ciało. Właśnie do tego będziemy dzisiaj dążyć, do uchwycenia kontrastów. Wystarczy ci światła?
Vincentas przytaknął niepewnie.
– Głowa kobiety jest piękna, twarz czysta, promieniejąca. Głowa Jana Chrzciciela straszna, zakrwawiona, stara. Jedna głowa żywa, druga martwa. Tutaj kobiece piersi, a tu martwa głowa. Kobieta, symbol płodności, źródła życia, żywiołu, natury, tego, co nieuświadomione, instynktowne. I głowa mężczyzny, która jest symbolem racjonalności, rozumu, władzy. Martwa głowa w jej rękach, martwy symbol, symbol klęski. Twoja kobieta świetnie pasuje do naszego tematu. Ciało ma pełne, ale nieobrosłe tłuszczem, pod względem seksualnym doskonałe, muszę przyznać, masz dobry gust.
Mówił to dziwnie podniecony, niemal w ekstazie. I wtedy pojawiła się Judyta.
Vincentas pierwszy raz widział ją taką. Judyta tańczyła. Nie wiedział, że jest taką świetną tancerką. W ogóle mało o niej wiedział. Im dłużej ze sobą byli, tym bardziej się o tym przekonywał – najmniej wiemy o naszych najbliższych. Ludzie, z którymi żyjemy, przenikają w nas jak zapach i stopniowo przestajemy ten zapach rozróżniać, mylimy go z własnym zapachem. Dopiero potem, kiedy coś się stanie, nagły wypadek, nieszczęście czy po prostu coś nieprzyjemnego, uświadamiamy sobie, że tak naprawdę nic nie wiemy o człowieku, z którym dzielimy łoże.
Judyta była owinięta w chusty, trzepotała nimi w tańcu i kolejno zrzucała je z siebie. Artysta siedział na sofie, uśmiechał się, rozsunął poły szlafroka – nie był jeszcze do końca pobudzony. Spojrzał na Vincentasa.
– Starcza ci rozumu, żeby to docenić? To jest taniec siedmiu zasłon! Salome Straussa! Kto, jeśli nie Żydówka, zagrałby lepiej tę rolę?! Świetnie wymyśliłem, jestem genialny! – Niemiec wyjął z kieszeni szlafroka woreczek z białym proszkiem, wysypał trochę na blat stolika, wciągnął nosem, najpierw w jedną, potem w drugą dziurkę, zadarł głowę i zadowolony odchylił się na sofie.
Judyta ciągle tańczyła. Wirowała po całym pokoju, wydawało się, że w tańcu za czymś goni, że sama przed czymś ucieka, tańczyła i tańczyła, a Vincentas patrzył na nią jak zaczarowany, oczu nie mogąc oderwać, strach i niepokój wypełniały go całego, przerażenie, rozpacz, czy to koniec, myślał, czy dziś wybija dla nich godzina śmierci, a jeśli nie godzina, to dzień, wieczór, noc śmierci, Niemiec nie wypuści ich stąd żywych, Niemiec ich zgładzi. Za co, Vincentas poczuł wściekłość, za co, przecież on niczego nie zrobił.
Judyta była już prawie naga, okrywał ją tylko przezroczysty jedwabny woal. Przestała tańczyć, zastygła na środku pokoju. W blasku świec wyglądała nieskończenie pięknie. Tak bardzo samotna i smutna. Może była to tylko jej rola. Vincentas czuł się kompletnie zagubiony. O co tutaj chodzi? Domyślił się, że musiała mieć wcześniej próbę ze Sturmbannführerem SS, i wiedział, że ten spektakl nie odbywa się dla niego. Artysta skinął dłonią. Judyta wykonywała jego rozkazy, ale w taki sposób, jakby była czymś zamroczona. Podeszła do Niemca, uklękła i sięgnęła ręką do jego członka, ale Artysta pokręcił głową. Judyta klęczała przed nim, patrzyła mu w oczy. Niemca coraz bardziej to podniecało. Judyta przysunęła się do stolika i wciągnęła nosem kokainę. Niemiec lekko odwrócił się do Vincentasa i dał mu znak gestem. Vincentas zrozumiał, że powinien teraz zrobić zdjęcie. Podniósł do oka aparat i opuścił. Paraliżowała go rozpacz. Judyta wstała, podeszła do stojącego w rogu stolika, popchnęła go lekko i stolik zaczął jechać po podłodze. Był na kółkach. Na stoliku coś leżało, przykryte nieprześwitującą chustą.
Przysunęła stolik bliżej Artysty. Zgrabnym ruchem ściągnęła chustę i wydała okrzyk – niezbyt głośny, chrypliwy, przerażający. Nie wiedziała, co jest pod tą chustą. A może wiedziała i jej zaskoczenie było tylko elementem spektaklu, częścią gry. Artysta jęknął z zadowolenia. A może tylko udawał. Bawił się. Na stoliku leżała głowa rabina. Ta sama, którą esesman wybrał sobie w tamtym miasteczku, pod synagogą. Ta sama, którą Vincentas przywiózł mu wczoraj w worku.
– Pocałuj ją – rozkazał esesman.
Judyta stała, patrzyła na brodatą głowę ze skołtunionymi włosami oblepiającymi czoło. Wielka, gęsta broda ubrudzona krwią wyglądała groźnie, a zastygłe, półotwarte oczy spoglądały z potępieniem.
– No już!
Judyta nachyliła się nad stolikiem. Artysta wstał, rozsunął szlafrok, podszedł do niej z tyłu, uniósł jedwabny woal.
– Rozstaw nogi, żydowska suko!
Judyta posłusznie wykonywała jego rozkazy.
– Rób zdjęcia! – zawołał Niemiec do Vincentasa.
Pieprzył Judytę na jego oczach. Vincentas nie mógł się skupić, nie widział tego zdjęcia. Po prostu nie chciał takiego zdjęcia, coś nie pozwalało mu go zobaczyć. Strach, zazdrość, rozpacz sparaliżowały jego ręce i umysł, był pewien, że nic z tego nie wyjdzie.
Artysta odepchnął Judytę, złapał głowę rabina, rzucił ją na sofę, potem do martwej głowy przysunął głowę Judyty, znowu wszedł w nią od tyłu i stęknął z rozkoszy.
– Tak, tak, tak!!! – krzyczał. Potem, nie patrząc na Vincentasa, zawołał: – Rób zdjęcia! Rób zdjęcia, draniu! A ty całuj głowę, żydowska dziwko, całuj, no już!
Judyta jęknęła, Vincentas pomyślał, że nie umiałby odróżnić, czy jęczy z rozkoszy, czy ze wstydu. Może w ogóle te odgłosy wcale się nie różnią? I jęki dochodzące z łóżka kochanków są jednocześnie okrzykami błogości i zażenowania? Vincentas czuł, jak mózg zalewa mu dziwna szarość.
– Teraz chciałbym przypomnieć rzecz najważniejszą! – wykrzykiwał. – Członka SS bezwarunkowo obowiązuje jedna zasada: uczciwi, uprzejmi, wierni i życzliwi możemy być tylko wobec ludzi naszej krwi, wobec nikogo innego. Weszliśmy do krajów zamieszkanych przez różne narody, ale musimy pamiętać o jednym: nie powinno nas obchodzić, czy te narody żyją w dostatku, czy zdychają z głodu. Może nas to obchodzić o tyle, o ile są nam potrzebne jako niewolnicy. Naszą jedyną troską, jedynym obowiązkiem jest nasz naród i nasza krew. Nasz naród i nasza krew! Naród i krew!
Kiedy szczytował, kiedy z zadowolenia zaczął kwiczeć jak wieprz, Vincentas nie wytrzymał. Podbiegł do niego z tyłu, zarzucił mu na szyję skórzany pasek od aparatu i zaczął dusić. Niemiec, zaskoczony taką zuchwałością, w pierwszej chwili nawet nie stawiał oporu. Jeszcze był w Judycie. Vincentas miał wrażenie, że ona siłą inercji porusza się w tym samym rytmie co Artysta, i jeszcze mocniej szarpnął paskiem. Niemiec cofnął się o krok i obaj runęli na podłogę. Niemiec przewrócił się na Vincentasa, ale ten nie puścił jego szyi. Tak było nawet lepiej, bo chociaż Niemiec wymachiwał rękami, nie mógł go dosięgnąć. Nie był ciężki ani duży, ale bardzo ruchliwy, wierzgał i się wyrywał. Judyta pomogła Vincentasowi. Położyła się na Artyście i pięściami przygniotła do ziemi jego słabnące ręce.
Siedzieli na podłodze obok trupa i słuchali opery.
– Nie znoszę Straussa. Nigdy go nie lubiłam – odezwała się w końcu Judyta. – A teraz nienawidzę.
– No to już po nas – powiedział Vincentas. – Koniec z nami.
– Nikt nie wie, że tu jesteśmy. – I przypomniała sobie nagle: – Oprócz…
– Tadasa.
– On się nazywa Tadas? To on mnie tu przywiózł.
– Jest z batalionu. Przyprowadził mnie tutaj. Myślałem, że to Tadas cię porwał.
– Masz papierosa? – spytała Judyta.
Vincentas przeszukał kieszenie. Nie miał. Papierosy zostawił w domu.
Judyta myślała nad czymś intensywnie. Wyszła do drugiego pokoju, wróciła już ubrana. Zatrzymała się przy stoliku, na blacie leżały resztki kokainy. Z kieszeni szlafroka Niemca wyjęła woreczek z proszkiem.
– Chodź, teraz nam to pomoże.
Kokaina zaczęła działać, w głowie zrobiło się jaśniej. Vincentas był pewien jednego – trzeba stąd wiać, gdzie oczy poniosą, natychmiast, bez namysłu. Zabrać matkę, jedzenie i uciekać.
– Słuchaj, potrzebujemy sznurka – powiedziała Judyta.
– Sznurka?
– Tak, i to dość długiego. Może być dratwa, choć lepszy byłby niezbyt gruby sznurek.
Vincentas chciał wyłączyć gramofon, ale się rozmyślił, niech gra, przyciszył go tylko. Na sofie spoczywała krwawa głowa rabina, z zadartą brodą. Na podłodze leżał martwy Niemiec. Nagi brzuch połyskiwał w świetle świec, Vincentas się pochylił – skóra Niemca była zroszona przedśmiertnym orgazmem. Masz swoją małą śmierć, masz swoją poezję obciętych głów, swoją Biblię ubogich – chciał mu wykrzyczeć w twarz i może nawet krzyczał, tylko gdzieś bardzo daleko stąd, gdzieś bardzo głęboko w sobie.
Judyta znów wróciła z innego pomieszczenia. Trzymała w rękach spory kawałek sznura do bielizny.
– Nie stój jak słup. Pomóż mi.
Zręcznie związała koniec sznura w pętlę. Vincentas podniósł głowę Artysty, Judyta zarzuciła mu pętlę na szyję. Potem równie szybko uwinęła się z dwiema mniejszymi pętlami i wsunęła w nie stopy Niemca.
– Teraz trzeba tylko naprężyć sznurki.
– O co tu chodzi? – zapytał Vincentas. Nie rozumiał, co Judyta wyprawia, a widać było, że robi to nie pierwszy raz.
– Potem ci powiem.
– Żadne potem, do diabła! Robiłaś z nim to wcześniej? Może się znaliście? Ten taniec, i to wszystko… Co tu się dzieje, Judyto, wytłumacz mi.
– Później.
– Podobało ci się, widziałem!
– Co widziałeś? Jak bydlę hańbi kobietę, jak poniża ją i jej naród? Co widziałeś, pytam? – Widziałem, jak się wyginałaś, jak jęczałaś z rozkoszy. To właśnie widziałem! A teraz… co to w ogóle jest? O co tu chodzi? Spotykaliście się i robiliście to ze sobą? Odpowiedz mi, powiedz prawdę!
– Nie, nie, nie! – Twarz jej się zmieniła, pobladła. Judyta wyglądała na bardzo zmęczoną i jednocześnie wściekłą. – To Aleksander!
– Co Aleksander?
– Przestał mnie pragnąć, ciągle mi mówił, że już go nie pociągam… Że jest stary, nieszczęśliwy, że ja go nie kocham! Potem, kiedy wrócił z Berlina, pokazał mi to…
– Aleksander?! O Chryste, czego ja jeszcze o was nie wiem?!
– Prędzej, bo ktoś nas może przyłapać. Połóżmy go na sofie.
Z trudem wtaszczyli martwe ciało na sofę. Judyta doszła do wniosku, że lepiej będzie ułożyć go na brzuchu. Głowę rabina po zastanowieniu przeniosła na stolik, tam gdzie leżała wcześniej na tacy, przykryta chustą. Chusta nie była już potrzebna.
– Może nam się uda – powiedziała Judyta. – Może się uda.
Vincentas przesunął wzrokiem po pokoju: w świetle dogasających świec na sofie wysłanej czerwoną tkaniną leżał martwy Artysta, twarzą do dołu, dziwnie przekrzywiony, ze sznurem na szyi i stopach. Wydawało się, że lekko ugiętymi nogami napręża sznur i próbuje podnieść swoją martwą głowę spoczywającą na poręczy sofy. Obok stał stolik na kółkach, na nim srebrna taca, na tacy zakrwawiona brodata głowa rabina z półotwartymi oczami. Trochę dalej na podłodze siedziała znużona Judyta, tuż przy niej leżał aparat fotograficzny.
– Trzeba go teraz pociągnąć za nogi – powiedziała Judyta.
– Nie rozumiem.
– Złap go za kostki i ciągnij do siebie, ja będę trzymać głowę.
– Czy to konieczne?
– Kiedy serce przestaje pompować krew i nie ma w niej tlenu, krew gromadzi się pod skórą i skóra robi się sinoczerwona. To się nazywa zsinienie pośmiertne.
– Dobrze, dobrze, będę ciągnął.
Vincentas miał wrażenie, że jego ręce też zmieniły kolor na sinoczerwony i że w ogóle cały już zsiniał. Tak będzie wyglądał, jak go gestapo powiesi.
– Może się uda. I miejsca ściśnięte sznurem zleją się ze śladami po pasku.
Vincentas kilka razy pociągnął Artystę za nogi, Judyta przytrzymała jego odchyloną głowę. Dusili martwego Niemca w jego mieszkaniu, wokół powoli dogasały świece, na srebrnej tacy upiornie majaczyła obcięta głowa. Dobrze byłoby jak najprędzej stąd wyjść.
– Teraz módlmy się, żeby za drzwiami nie było tego typa. Judyta rozejrzała się po pokoju.
– Weź broń.
– Jak broń zginie, to będzie podejrzane.
– No dobra, nie bierz. – Judyta dokładnie przyjrzała się trupowi.
– Ale potrzebujemy nasienia.
– Jakiego nasienia?
– Spermy. Jeśli go znajdą uduszonego, a nasienia nie będzie, zaczną coś podejrzewać.
Vincentas patrzył na Judytę zmieszany. Była jakaś inna, nie poznawał jej.
– Cała jego sperma ściekła mi po udach – wyjaśniła.
Vincentasa zabolały te słowa. Poczuł ukłucie zazdrości w sercu. Nagle zrozumiał, czego Judyta od niego chce.
– Nie, ja nie mogę… Nie będę w stanie.
– Najmilszy, kochany, ale trzeba, ja ci pomogę.
Vincentas zdawał sobie sprawę z sytuacji, lecz i tak nic nie mógł zrobić. Nie był w stanie się podniecić, koło się zamknęło, znowu – podobnie jak na początku wojny – stracił swój samczy instynkt. W głowie ciągle słyszy tamten trzask, martwa głowa rabina na tacy, na sofie ciało uduszonego oficera, Judyta próbuje mu pomóc, mam się rozebrać? pyta, Vincentas nie bardzo rozumie, co do niego mówi, patrzy na jej krągłe, pełne piersi i nie potrafi myśleć o niczym innym, tylko o tamtym draniu z ochrony getta, który się chwalił, że kobietom celuje w sutki, żeby nie uszkodzić piersi, żeby skóra była cała, bo można ją wykorzystać, można z niej uszyć ładne rzeczy, potem Judyta zaczyna pieścić go ręką, Vincentas patrzy na to wszystko i wydaje mu się, że nadal trwa spektakl, wydaje mu się, że Judyta za chwilę wybuchnie śmiechem i powie, że to był tylko żart, a Niemiec wstanie z sofy i zacznie swój wykład o małej śmierci i dużym orgazmie.
Kiedy skończyli, Vincentas poszedł do gabinetu Artysty. Od razu na stole znalazł to, czego szukał – stos fotografii, jego fotografii. Niektóre wisiały na ścianie, ale większość po prostu leżała na biurku. Na wszelki wypadek przeszukał szuflady – pełno w nich papierów. Pomyślał, że może jest tam coś o nim, ale gdyby dokumenty zniknęły, byłoby źle. W szufladzie zobaczył też broń. Tylko w jednym wypadku można byłoby ją wziąć – gdyby oboje z Judytą postanowili się zastrzelić.
– Po co ci to? – Judyta wskazała na zdjęcia i papiery.
– To dowód winy.
– Co takiego?
– Dowód, że z nim współpracowałem.
– Co to za zdjęcia?
Vincentas podał jej fotografie ze starcami w ciężarówce.
– To twoje zdjęcia?
– Jestem fotografem. Tu są zdjęcia i negatywy, a więc można mnie podejrzewać.
– Nie będzie żadnego śledztwa. Niejeden intelektualista udusił się w taki sposób.
– A jeśli będzie?…
– To już po nas. – Uśmiechnęła się i dodała: – Gdybyś był Żydem, moglibyśmy się ukryć w getcie.
Vincentas z wahaniem spojrzał Judycie w oczy.
– Tak, to są moje zdjęcia.
Osoby zainteresowane przedrukiem tego lub innego fragmentu książki prosimy o kontakt z działem promocji: zofia@czarne.com.pl.
Wydanie I
- Kategoria: Proza zagraniczna
- Seria wydawnicza: Proza Świata
- Tłumaczenie: Izabela Korybut-Daszkiewicz
- Projekt okładki: Agnieszka Pasierska/Pracownia Papierówka
- Data publikacji: 22 stycznia 2020
Okładka miękka, ze skrzydełkami
- Wymiary: 125 mm × 205 mm
- Liczba stron: 248
- ISBN: 978-83-8049-961-4
- Cena okładkowa: 34,90 zł
E-book・Ciemność i partnerzy
- ISBN: 978-83-8049-967-6
- Cena okładkowa: 27,90 zł
-
NominacjaFinał Literackiej Nagrody Europy Środkowej AngelusSigitas Parulskis, Ciemność i partnerzy
Inni klienci kupili również:
- Jáchym TopolWrażliwy człowiek
- Jonas T. BengtssonBaśń
- Patrick deWittBracia Sisters
- Melinda Nadj AbonjiGołębie wzlatują
- Tove DitlevsenMoja żona nie tańczy
- Lorrie MoorePtaki Ameryki
- Deborah LevyKoszty życia
- Miriam ToewsZ ogniem
- Gianfranco CalligarichOstatnie lato w mieście
- Leslie KernMiasto dla kobiet