Wiek magicznego myślenia
Opowieść o współczesnej irracjonalności
Amanda Montell, Wiek magicznego myślenia. Opowieść o współczesnej irracjonalności
- Kurier
- 11,79 zł
- paczkomat
- 13 zł
- poczta
- 12 zł
- odbiór osobisty (Warszawa)
- 0 zł
- pliki
- 0 zł
Na śniadanie: dwadzieścia rolek z Instagrama, na obiad: pół godziny TikToka, na podwieczorek: kilka kłótni z Twittera, na kolację: Netflix. I tak w kółko. Współczesna dieta medialna jest nie do opanowania i przetrawienia. Jak sobie radzimy z tym przesytem?
Według Amandy Montell – słabo. Choć mamy pod ręką cały zasób ludzkiej wiedzy, przestajemy wierzyć rozumowi, medycynie, nauce i samym sobie. Nasze mózgi próbują obsłużyć nadmiar bodźców i informacji starymi narzędziami poznawczymi, które są niedostosowane do nowych czasów. Przez efekt aureoli traktujemy idoli jak bożków, ufamy oszołomom, bo nie wierzymy, że coś istotnego mogłoby się zdarzyć przypadkiem (to błąd proporcjonalności), trwamy w toksycznych związkach przez niechęć do straty (to zjawisko utopionych kosztów), kupujemy kursy od internetowych oszustów, którzy twierdzą, że mają to coś, co zapewniło im sukces (to błąd przeżywalności).
Montell skrupulatnie kataloguje przyczyny dzisiejszej irracjonalności. Podpowiada, jak nie utonąć w otaczającym nas chaosie, i wyjaśnia, dlaczego tak łatwo ulegamy pokusie magicznego myślenia.
-
Książka napisana z dowcipem, inteligencją i autoironią, a zarazem przewodnik po erze dezinformacji. Pukniecie się w głowę, gdy rozpoznacie rojenia leżące u podstaw niektórych waszych przekonań. Rzadko tak niewiele stron wyjaśnia tak wiele, i to w tak zabawny sposób.
-
Montell bada [...] nasze przeciążone mózgi i ich mechanizmy radzenia sobie ze światem oraz społeczną irracjonalność.
-
Odświeżająco zabawne i pouczające. Montell ma talent do wciągających opowieści i zapadających w pamięć metafor, a jej osobiste wyznania skłaniają do głębszego zastanowienia się nad tym, co konsumujemy i czym się dzielimy.
-
Czytanie tej książki przypomina słuchanie doskonałej rady najmądrzejszego przyjaciela. Obyśmy wzięli ją sobie do serca.
Przeczytaj fragment ZamknijAmanda Montell
Wiek magicznego myślenia
Opowieść o współczesnej irracjonalności
fragment
6 Czas na spiralę
Uwagi na temat iluzji świeżości
Niestety jednak Czas, choć z niezwykłą punktualnością dba o to, by zarówno zwierzęta, jak i warzywa rozkwitały i więdły, na umysł człowieka nie ma tak oczywistego wpływu.
Virginia Woolf, Orlando, przeł. Aga Zano
Przez krótką, ale ożywczą chwilę myślę, że kosmici naprawdę mogą nas zniszczyć raz na zawsze. To nietypowo lepki wieczór jak na Los Angeles – unosi się gęste, bagniste powietrze i łatwo wtedy nadawać mu jakieś złowieszcze znaczenia – a miłość mojego życia i ja zastygamy jak bliźniacze latające spodki nad mdłym blaskiem ekranu laptopa i wstrzymujemy oddech, gdy były oficer wywiadu wojskowego ostrzega Amerykę, że owszem, UFO jest prawdziwe, i owszem, nie znamy dnia ani godziny, kiedy nas dopadną.
Jest 16 maja 2021 roku i chociaż Casey i ja cieszymy się przytulnością naszego domu, „dom” już za chwilę może przestać do nas należeć. A przynajmniej tyle można wywnioskować z najnowszego odcinka 60 Minutes na YouTubie.
„Zajmowaliśmy się wieloma dziwnymi historiami w 60 Minutes, ale chyba nie taką jak ta – zaczyna wąsaty korespondent CBS, a jego telewizyjny ton zwiększa grawitację w pokoju. – To historia niechętnego uznania przez rząd Stanów Zjednoczonych, że istnieją niezidentyfikowane zjawiska powietrzne, UAP[1], dotąd znane jako UFO”.
Z oczami wielkimi jak pierścienie Saturna Casey i ja kładziemy się w ciemności na kanapie, podczas gdy korespondent mruży oczy przed swoimi panelistami, naocznymi świadkami UAP – garstką byłych pilotów marynarki wojennej i oficerów sił powietrznych – i szuka ściemy. Jeden z dawnych poruczników o zamglonych oczach i ogolonej na gładko głowie opowiada o flocie tajemniczych poduszkowców wirujących z niewytłumaczalną prędkością zarówno w powietrzu, jak i w wodzie u wybrzeży Wirginii „każdego dnia przez co najmniej kilka ostatnich lat”. Korespondent przerywa: „Chwileczkę, codziennie od kilku lat?”. Zrezygnowany porucznik kiwa głową i dodaje: „Mhmm”.
60 Minutes odtwarza w zapętleniu te same czarno-białe klipy wideo zarejestrowane przez wojskowe kamery na podczerwień: rozmyta plamka węgla przesuwa się po kadrze jak animatroniczna mucha. Opalizujący równoramiennik prześlizguje się przez atmosferę, migocząc jak latarnia morska… a może urządzenie śledzące? Część z tych nagrań ma już kilkadziesiąt lat, ale teraz pojawiają się w eterze dzięki nakazowi Kongresu, zgodnie z którym Pentagon miał uwolnić jawne dokumenty dotyczące UAP, najwyraźniej ukrywane od lat osiemdziesiątych XX wieku. Począwszy od przyszłego miesiąca raport będzie dostępny online dla każdego, tak wygodnie jak wątki na Reddicie. Te niezidentyfikowane zjawiska powietrzne są teraz oficjalnie uważane za „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”, powiedział CBS były pracownik CIA, i najwyższy czas, aby opinia publiczna o tym wiedziała.
Casey i ja oglądamy razem wiele filmów o kosmosie. Klipy w internecie o paradoksie Fermiego, terraformowaniu Księżyca lub o tym, jak największa gromada galaktyk w obserwowalnym wszechświecie jest porównywalna wielkością do najmniejszego kwarka. Jesteśmy razem od pięciu lat, ale znamy się od dzieciństwa, kiedy to kosmici, dinozaury i Wróżka Zębuszka wydawały się tak samo prawdopodobne. Casey i ja chodziliśmy razem do szkoły artystycznej w Baltimore i ponownie wpadliśmy na siebie dekadę później w Los Angeles. Przyjechał tutaj, żeby komponować muzykę do filmów i gier wideo – podsłuchałam go raz, jak w drugim pokoju tworzył oprawę dźwiękową do sceny science fiction podobnej do tej, którą teraz oglądamy. Uczenie się o czarnych dziurach i latach świetlnych jest jak terapia dla nas, dwojga wrażliwych nastolatków, a obecnie przesadnie myślących dorosłych – potrzebujemy regularnych przypomnień o tym, jak krusi jesteśmy. Czasami zastanawiam się, czy to dlatego ludzie w Los Angeles są tak egocentryczni: narcyzm nie jest wrodzony, po prostu jest zbyt dużo zanieczyszczenia światłem, żeby zobaczyć gwiazdy.
Zawsze sprawdzamy komentarze. Mniej więcej po minucie filmu o UAP Casey i ja przewijamy w dół, aby ocenić, czy to pokryte patyną zagrożenie inwazją obcych gładko weszło w społeczeństwo. Casey sugeruje, że niezidentyfikowane obiekty mogą być tajną rosyjską technologią. „Mam nadzieję, że to kosmici i mam nadzieję, że od razu teleportują mnie na pokład”, żartuję, choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że są niczym więcej niż złudzeniem optycznym – światłem i kolorem, czymś, co zwodzi część naszego umysłu, która widzi, i tę część, która osądza. We wczesnej młodości miałam książkę z klasycznymi iluzjami, wgapiałam się w nią godzinami: wizualne sztuczki, takie jak wazon Rubina (ten niejednoznaczny obraz w stylu Rorschacha, który albo wygląda jak kielich, albo jak dwie twarze), figury niemożliwe (schody, które w jakiś sposób wznoszą się w nieskończoność, sześciany, które nie łączą się na logicznych osiach) i zdjęcia cętkowanych kształtów, tworzących złudzenie pulsowania lub obracania się w peryferyjnym polu widzenia z powodu usterki w naszym systemie wykrywania wzorców. Niektórzy twierdzą, że błąd poznawczy jest „iluzją społeczną”. Nasze umysły zawsze dążą do wypełniania luk, aby opowiedzieć historię – na przykład tę o cudzie ery kosmicznej. „To jakiś obłęd, lol. Świat tak szybko zmienia się na naszych oczach” – czytamy w głównym komentarzu pod filmem o UAP. Komentarz otrzymał łącznie siedemnaście tysięcy lajków.
To, że rój hiperzaawansowanych technologicznie istot pozaziemskich przybył, aby monitorować i prawdopodobnie spalić naszą skromną planetę, nie było najbardziej dystopijną sprawą, jaką amerykańskie media raziły nasze zszargane układy nerwowe w 2021 roku, ale znajdowało się wysoko na liście. Trwały: globalna pandemia, stale narastający kryzys klimatyczny i głód na świecie, a także wiele innych rzeczy, na które trzeba było zwracać uwagę. Zbyt wiele armagedonów, by nasze milusie ciałka migdałowate z epoki kamienia mogły je przetworzyć. Życie pokazuje, że nie każdy nagłówek, który skutecznie przyciąga uwagę, kwalifikuje się jako „wiadomość”, a tym bardziej jako pilna, lecz panika zwykle wydaje się najbezpieczniejszą reakcją, przynajmniej dla mnie. Nie chcę się chwalić, ale jestem fenomenalna we wpadaniu w panikę z byle powodu. Zapytajcie Caseya, który dzień w dzień musi słuchać dramatycznych westchnień dobiegających z różnych miejsc domu. Co dziwne jednak, w chwilach rzeczywistego kryzysu (kilka lat temu uczyłam rodzinę, jak reagować podczas spotkania z niedźwiedziem na biwaku) jestem nadzwyczaj spokojna. Ale jeśli algorytm na YouTubie sugeruje mi obejrzenie TED Talk dwunastolatka o przygotowaniu na trzęsienie ziemi lub o tym, dlaczego amerykańskie praktyki pogrzebowe zatruwają glebę – i nieważne, że to nieszkodliwy zbiór pikseli, a przestarzały temat filmu nie stanowi bezpośredniego zagrożenia – moje ciało ochoczo się skręca bez zgody umysłu.
Okazuje się, że ten obiektywnie bezsensowny styl paniki wynika z głęboko zakorzenionego błędu poznawczego zwanego „iluzją świeżości” lub „złudzeniem niedawności” – jak można nazwać skłonność do zakładania, że coś jest obiektywnie nowe, a zatem zagrażające, tylko dlatego, że jest nowe dla ciebie[2]. Każdy, kto kiedykolwiek zareagował na abstrakcyjne, niewymagające nagłej reakcji „niebezpieczeństwo”, jakby miało ono zepchnąć go z klifu, może podziękować temu zawsze obecnemu błędowi, który oszukuje nas, abyśmy uwierzyli, że dana rzecz właśnie się wydarzyła, ponieważ dopiero ją zauważyliśmy – nawet jeśli faktycznie istniała od godzin, miesięcy lub tysięcy lat.
Iluzja świeżości, opisana w 2007 roku przez lingwistę z Uniwersytetu Stanforda, Arnolda Zwicky’ego, została po raz pierwszy zaobserwowana w języku. Opisuje ona impuls reagowania na wcześniej nieznane sobie słowo lub konstrukcję gramatyczną poprzez wnioskowanie, że musi to być jakaś forma slangu, która weszła do języka niedawno, ergo stanowi dla niego zagrożenie, jak kępka mlecza bezczeszcząca nieskazitelny trawnik. Złudzenie niedawności wyjaśnia wiele nieporozumień, z którymi zetknęłam się podczas pracy nad poprzednią książką o socjolingwistyce feministycznej. Na przykład wtedy, gdy ludzie strasznie się oburzali na bluźnierczy pomysł używania „oni” jako zaimka w liczbie pojedynczej, mimo że takie użycie można znaleźć w pismach z XIV wieku (Chaucer, Shakespeare i Austen byli fanami). Albo jak ludzie czepiają się bezbożnego użycia słowa literally w znaczeniu „niedosłownie”, mimo że definicja ta istnieje od dwustu pięćdziesięciu lat[3].
Było coś szczególnego we wpływie historii o UFO na współczesny umysł. Przez ten jeden majowy tydzień wszyscy, których znałam, przylgnęli do niej jak kłaczki do ciepłych skarpet. Atak kosmitów – jakże to był odświeżająco jednoczący strach. W porównaniu z tym polityka wydawała się po prostu małostkowa. Masz mnóstwo wrogów na Ziemi, dopóki konflikty nie staną się międzygalaktyczne. W konfrontacji z armią hipersonicznych poduszkowców nawet twarz Mitcha McConnella zaczyna wyglądać quasiprzyjaźnie. Inwazja z nieba również wydawała się po prostu cudaczna. W przeciwieństwie do egzystencjalnych zagrożeń epoki – głodu czy chorób – dodawała wyobraźni skrzydeł: jak wyglądali kosmici? Z której części Wszechświata przybyli? Czy chcą nas badać? Uratować? A może jesteśmy tak prymitywni, że po przeskanowaniu naszej uroczej niebieskiej kuli szybko ustalili, że nie ma w niej inteligentnego życia wartego uwagi, i planują lada dzień zniszczyć nasze zasoby, tak jak ścina się drzewo bez zważania na wiewiórczych lokatorów, po czym polecą wesoło dalej? Czy to było rozsądne czy nie, z zadowoleniem przyjęłam tę kosmiczną wersję zagłady. Wreszcie, pomyślałam, kataklizm, na którym wszyscy możemy się przez chwilę skupić. Było to oczywiście myślenie życzeniowe i ku mojemu rozczarowaniu w następnym tygodniu nikt już nie przejmował się latającymi spodkami. Nagłówki przeszły na temat niedoborów w łańcuchu dostaw i owczarka z TikToka o imieniu Bunny, podobnie jak kliknięcia i dolary z reklam. Ale przez czas dłuższy niż przeciętnie nasza zbiorowa uwaga była skupiona na gwiazdach.
Oglądanie 60 Minutes z Caseyem tej parnej nocy było jak rozwiązywanie zagadki. Czy to nie dziwny zbieg okoliczności, że podniebne enigmy pojawiły się i stały „zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego” w momencie, gdy wynaleźliśmy technologię pozwalającą je dostrzec? Kiedy przebijałam się przez te wszystkie wymęczone i spiskowe komentarze na YouTubie, bardzo chciałam zrozumieć, co sprawiło, że raporty Pentagonu brzmiały tak groźnie, skoro wychodziło na to, że kosmici – nawet jeśli ci z UAP naprawdę byli superwyrafinowani, co mało realne – prawdopodobnie dotarli tutaj tysiące lat temu. A skoro dotąd nie wyrządzili nam krzywdy, to nic nie wskazuje na to, że nagle zaczną. Co przekonuje ludzki umysł, że jakaś nowa informacja jest warta paniki, a także – to niemniej zastanawiające – co sprawia, że tak szybko zapominamy i idziemy dalej? Kiedy osoby z medialną władzą traktują wydarzenie jako nowe i niebezpieczne, nawet jeśli tak nie jest, czy celowo podsycają strach dla zysku? A może jakaś jeszcze większa siła ma nad nimi kontrolę?
Za każdym razem, gdy tajemnicze ludzkie zachowanie wywołuje pytanie: „Dlaczego tacy jesteśmy?” – a im dłużej żyję, tym więcej takich pytań się pojawia – psychologiczne wyjaśnienie jest często dwojakie: albo dana irracjonalność niesie ze sobą nieco przestarzałą ewolucyjną korzyść (poznawczy ząb mądrości, jeśli wolicie), albo okazuje się po prostu niewygodnym efektem ubocznym jakiejś innej użytecznej cechy (naukowcy czasami nazywają to „produktem ubocznym przystosowania”; ludzki podbródek jest fizycznym przykładem)[4]. Innym razem źródła błędów poznawczych są frustrująco niejasne, ale w przypadku iluzji świeżości prawdopodobnie chodzi o to pierwsze.
Po obejrzeniu filmu o UFO oddałam się upiornemu bobrowaniu w Google’u i trafiłam na artykuł opisujący główne przyczyny śmierci w różnych okresach historii ludzkości. Według antropologów do czasu pojawienia się rolnictwa większość ludzi, którzy przeżyli dzieciństwo, zginęła z przyczyn zewnętrznych, takich jak upadki, utonięcia i ataki zwierząt. Kiedy głównym źródłem niebezpieczeństwa były nagłe, możliwe do uniknięcia obrażenia, opłacało się unikać nagłych, możliwych do uniknięcia obrażeń. To, czy drapieżnik zaczajony w krzakach był naprawdę nowy, czy tylko nowy dla ciebie, okazywało się błahym drobiazgiem. Nasza uwaga miała ograniczenia, a świeże bodźce naturalnie pochłaniały ją za każdym razem. „Aktualność jest powiązana z istotnością, prawda? Myślimy o czymś nowym jako bardziej ważnym” – wyjaśnił mi w wywiadzie Sekoul Krastev, współzałożyciel firmy badawczej The Decision Lab, zajmującej się ekonomią behawioralną.
Ludzka uwaga jest nadal ograniczona, ale ponieważ współczesne bodźce są zazwyczaj bardziej konceptualne niż szelest w krzakach, trudniej rozpoznać, na czym się skupić i czym naprawdę się niepokoić. W swojej książce Jak robić nic? Manifest przeciw kultowi produktywności, artystka i krytyczka technologiczna Jenny Odell opisała związek między rozpiętością uwagi, szybkością i niską jakością wiadomości. Ubolewała, że kapitalistyczna bitwa, by skolonizować siebie i traktować nasze ciała i umysły jak maszyny produktywności, jest identyczna z tą, która kolonizuje nasz czas nadmiarem wiadomości. „Zauważałam, że narzędzia, za pomocą których oddajemy komuś nasze dni i godziny [na pracę], to te same, których używamy do zarzucania się informacjami, prawdziwymi i fałszywymi, we wprost nieludzkiej ilości” – napisała.
Połączenie cyfrowych newsów z iluzją świeżości tworzy silny halucynogen. Jakże szybko ten dwuskładnikowy eliksir zniekształca naszą zdolność do rozróżniania, które informacje są nowe, a które nieaktualne, istotne lub nieistotne, groźne lub bezpieczne. Odkąd skupienie uwagi samo w sobie stało się formą waluty, media internetowe siłą rzeczy nadają każdemu wydarzeniu pilny i niebezpieczny charakter. Jako redaktorka działu kosmetycznego magazynu online przez pięć lat przygotowywałam sześć artykułów dziennie, które miały wzbudzać viralowe zaangażowanie w rodzaju programu 60 Minutes o kosmitach. Każdego dnia razem ze swoim zespołem musiałam promować stare historie, odświeżając tylko nagłówki, by teksty wydawały się niezwykle ważkie: 9 błędów żywieniowych powodujących wzdęcia – dietetycy mówią ci, jak ich już nie popełniać, Ten zatwierdzony przez Kendall Jenner podkład ekspresowo znika z półek, Czy ten nowy składnik do pielęgnacji skóry może przypadkiem przyprawić cię o tyłkądzik?[5]. Przeprowadziliśmy na odbiorcach testy skuteczności, żeby określić, które tytuły artykułów i tematy newsletterów zapewniają najlepszy współczynnik klikalności. (Liczby nieparzyste wypadały lepiej niż parzyste; Kardashianki do lamusa, Jennerówny w grze. Strategie te wydają się dziś całkowicie przedpotopowe w porównaniu z narzędziami sztucznej inteligencji i neuromarketingu czekającymi za kulisami). Wciskanie każdej clickbaitowej struktury w jeden nagłówek stało się obłąkaną grą. My, redaktorki, nie wyzyskiwałyśmy systemów nerwowych czytelników celowo. Nie znałyśmy się na neurobiologii. Ale w biurze panowało przekonanie, że jeśli problem jest nowy, to wydaje się poważniejszy, a jeśli wydaje się poważniejszy, to najpewniej przykuje uwagę widzów, generując większy ruch i przychody dla naszych szefów, a nam pozwoli zachować pracę. Stawki dziennikarskie w branży piękna są stosunkowo niskie, ale w ten sam sposób zachęca się do generowania ruchu także demaskatorskie newsroomy. Spójrzmy w ten sposób na decyzję CIA, żeby zaktualizować UFO do UAP. Nie było to motywowane wyłącznie dokładnością – było to również odświeżenie nagłówka.
Nagłówki i miniatury mają fizjologiczną moc. Działają tak, by skraść nasze ciało migdałowate, maleńki region układu limbicznego mózgu w kształcie nerki, fortyfikację emocji. Niektórzy psychologowie nazywają ciało migdałowate poznawczym „systemem alarmowym”. Kiedy obszar ten odbiera sygnał wskazujący na niebezpieczeństwo lub okazję, uwalnia hormony, co powoduje, że odczuwamy określone doznania cielesne (trema, mdłości). Wrażenia te natychmiast wpływają na kierunek skupienia, przenikając bez naszej wiedzy do prawie każdej czynności, którą wykonujemy: stylu argumentacji, zauroczeń, kształtu i rozmiaru szaleństw podczas przetrząsania internetu. Centrala emocjonalna mózgu jest znacznie starsza i bardziej prymitywna niż dział racjonalności – kora przedczołowa. Układ limbiczny istnieje od czasu, gdy dwoma najbardziej istotnymi (i jedynymi) troskami istot ludzkich były znalezienie pożywienia i uniknięcie stania się nim. Przez tysiąclecia współczulny układ nerwowy wyspecjalizował się w zakładaniu najgorszego. W końcu z „racjonalizowania” przesadnej reakcji na bodziec nie płynęły żadne korzyści. Stawka była zbyt wysoka. W szlachetnym dążeniu do utrzymania nas przy życiu emocjonalny mózg ma „pierwszeństwo” w interpretowaniu napływających informacji. Podczas gdy kora przedczołowa jest dobrze wyposażona do sortowania złożonych zestawów danych przed wyciągnięciem wniosków, znajduje się wciąż na drugim miejscu, ponieważ ciało migdałowate woli dostać się tam za pomocą poznawczego skoku o tyczce. Nasze hormony stresu, starając się odróżnić strome klify od clickbaitów, reagują na oba tymi samymi reakcjami: walką, ucieczką lub zastygnięciem w bezruchu, które w erze cyfrowej stały się niemniej cenne i pożądane.
Jeśli clickbait jest czynnikiem uruchamiającym nasze kognitywne systemy alarmowe, to algorytmy newsów są anarchistami, którzy je wywołują. Otrzymujesz początkowy sygnał – Apple News wrzuca do twojej skrzynki odbiorczej artykuł o UAP – i jeśli zareagujesz na tę wiadomość, prawdopodobnie zobaczysz wykładniczo więcej podobnych. W czasie rzeczywistym seria zarówno prawdziwych, jak i fałszywych alarmów sprzęga się z twoim układem limbicznym, więc wkrótce wszystko, o czym możesz mówić, to UAP, tyłkądzik lub przeciwstawna wieloznaczność słów. Treść nie musi być naprawdę nowa, ale twój umysł reaguje na stres związany z jej oglądaniem tak szybko, jak na szelest w zaroślach. Gdy pisałam dla magazynów internetowych, widziałam, jak powstaje ta kiełbasa, a mimo to pochłaniałam ją z zapałem. Branża mediów cyfrowych nie mogłaby istnieć bez iluzji świeżości i choć wiele z tego panikarstwa bierze się z chęci zysku i perfidii, to ta iluzja nikogo nie oszczędza. Widziałam, jak szefostwo firm medialnych czyta własne nagłówki i traci nad sobą kontrolę. Nikt nie martwił się bardziej z powodu wzdęć i tyłkądziku niż dyrektor generalny strony internetowej poświęconej kosmetykom.
Przez kilka chwil w maju 2021 roku siedemnaście tysięcy użytkowników YouTube’a, w tym ja, oglądało latające spodki pędzące po ekranie i czuło w kościach, że świat zmienia się „na naszych oczach”. Ale potem świat się nie zmienił… przynajmniej nie na tyle, by nasze hormony stresu buzowały i skupiały się na UAP. Gdy tylko ustaliliśmy, że wybrzeże jest wolne od kosmitów – żadnych kręgów w zbożu, żadnych uprowadzeń – ruszyliśmy dalej[6]. W cyklu newsów, który zrzuca skórę co godzinę, nasza uwaga nieustannie odwraca się od wydarzeń, które straciły blask, aby przejść do najnowszej prawdopodobnej katastrofy, nawet jeśli nowa jest obiektywnie mniej istotna niż zagrożenie, które pojawiło się przed nią.
Wspomnienie: pięć lat przed wiadomościami o UAP, latem 2016 roku, życie codzienne wszystkich, na których mi zależało, obracało się wokół protestów i zbierania funduszy po tragedii w Pulse, masowej strzelaninie w klubie nocnym osób LGBTQ+ w Orlando na Florydzie. Ale jesienią fale silnego, gardłowego oburzenia wydawały się już opadać. Moje kanały w mediach społecznościowych przeszły od głośnego sprzeciwu wobec przemocy z użyciem broni palnej i wściekłości do kapryśnych selfie i zdjęć z brunchu. Ja również byłam zdezorientowana własnym zachowaniem. Dlaczego nie krzyczałam już na całe gardło o drugiej poprawce?
Naukowcy zajmujący się mózgiem są zgodni, że te zmiany nie zawsze wynikają z braku troski. Badacz decyzyjności Krastev wyjaśniał: „Kwestie ujawnione podczas społecznych dysput, takich jak #MeToo i Black Lives Matter, już istniały, a reakcje na nie były w pewnym sensie spóźnione. Chodzi jednak o to, że ta sama siła, która nadała owym kwestiom znaczenie, bardzo szybko nadała znaczenie innym sprawom”. Nasz układ nerwowy ma trudności z utrzymaniem pobudzenia w związku z wieloma kryzysami, które serwują platformy informacyjne, zwłaszcza gdy zmiany materialne nie następują od razu. „Mózg nie jest przygotowany na tak częste narażenie na traumę. Potrzebuje również pozytywnych informacji zwrotnych, które pomogą nam wyjść z trybu przetrwania” – dodała psychoterapeutka Minaa B. Błędy poznawcze, takie jak iluzja świeżości, zachęcają nas do postrzegania świata przez czarno-biały filtr życia albo śmierci. „Bo jeśli nie potrafimy uszanować faktu, że życie nie składa się wyłącznie z paniki lub wyłącznie z zadowolenia, to tylko pogłębia uczucie lęku i depresji. W niczym to nie pomaga. Musimy uszanować fakt, że wiele prawd może istnieć jednocześnie” – dodała.
[1] UAP – unidentified aerial phenomena, UFO – unidentified flying object. W polskiej nomenklaturze zdarza się skrót NOL – niezidentyfikowany obiekt latający [przyp. tłum.].
[2] YouTube ma całą kategorię wyraźnie wykorzystującą iluzję świeżości: specjalna lista odtwarzania na stronie głównej zatytułowana „Nowości dla ciebie” sugeruje trzy-, pięcio- i dwunastoletnie filmy, o których YouTube wie, że ci umknęły. W dniu, w którym to piszę, moja sekcja „Nowości” zawiera wiadomości o erupcji wulkanu sprzed trzech lat, jedenastomiesięczne wyjaśnienie astrofizyczne na temat tego, czy istnieją inne wymiary, oraz ofertę „Vice” z 2013 roku zatytułowaną Westminsterski Pokaz Psów… na kwasie! To jasne, że kliknęłam je wszystkie.
[3] Nie jest niczym niezwykłym, że słowa oznaczają swoje dokładne przeciwieństwa. W zależności od kontekstu literally może oznaczać „praktycznie” lub „w efekcie”, a słowniki od dawna akceptują tę dodatkową definicję. Drugi wpis dla literally w słowniku Merriam‑Webster brzmi następująco: „używany w przesadny sposób, aby podkreślić stwierdzenie lub opis, który nie jest dosłownie prawdziwy lub możliwy”. Kiedy jedno słowo ma dwie definicje, które się wzajemnie wykluczają, nazywa się to „kontronim”, a w języku angielskim są ich dziesiątki, w tym słowa fine (które oznacza, że coś jest naprawdę ładne lub po prostu odpowiednie), transparent (które oznacza niewidzialne lub oczywiste) albo użycie słowa bad [zły] w znaczeniu good [dobry] (jak w Omg, you are baaaaad). [W polszczyźnie nie znajdziemy zbyt wielu kontronimów, choć jednym z nich jest słowo „morowy”, które oznacza zarówno „śmiercionośny” (morowe powietrze), jak i „fajny”, czy „amator”: osoba nieznająca się na czymś lub wielbiciel czegoś – przyp. tłum.].
[4] Ludzie są jedynym żyjącym gatunkiem, który ma podbródek. Wraz ze zmianą diety na przestrzeni tysiącleci nasze szczęki i mięśnie stały się bardziej zwarte, ale pozostawiły po sobie dziwny kawałek kości wystający z dolnej części twarzy – podbródek – który sam w sobie nie służy żadnemu konkretnemu celowi. Wyobraź sobie kota z podbródkiem. Dziwaczne.
[5] No wiecie, tyłkądzik. Jak trądzik na tyłku.
[6] Hormonalne nagrody płynące z ciągłego sprawdzania telefonu męczą umysł tak samo jak stresory. Badania nad uzależnieniem od telefonu wykazały, że małe uderzenia dopaminy, które sprawiają, że użytkownicy są uzależnieni od powiadomień, mają tragiczny efekt uboczny – tak naprawdę hamują wydzielanie dopaminy, którą odczuwamy, gdy zdarza się nam zetknięcie z czymś nowym w prawdziwym życiu. Mówiąc inaczej, uzależnienie od telefonu zmniejsza naszą zdolność do cieszenia się nowymi doświadczeniami w świecie fizycznym. Kiedy jest się uzależnionym od nowości w formie elektronicznej, nowe potrawy i kwiaty tracą swoją magię. Za: Trevor Haynes, Dopamine, Smartphones & You. A Battle for Your Time, „Harvard University, Science in the News”, 1.05.2018 [link nieaktywny].
Wydanie I
- Seria wydawnicza: Poza serią
- Tłumaczenie: Adam Pluszka
- Projekt okładki: Kamil Rekosz
- Data publikacji: 25 lutego 2026
Okładka miękka, ze skrzydełkami
- Wymiary: 133 mm × 215 mm
- Liczba stron: 240
- ISBN: 978-83-8396-250-4
- Cena okładkowa: 49,90 zł
E-book・Wiek magicznego myślenia
- ISBN: 978-83-8396-278-8
- Cena okładkowa: 39,90 zł
Inne książki tej autorki
Zobacz wszystkieInni klienci kupili również:
Amanda MontellIdź za mną
Paweł SołtysMonolok
Annie ErnauxPowroty
Lulu MillerDlaczego ryby nie istnieją
Katarzyna TubylewiczNie czekam na szklankę wody
Paweł SołtysSierpień
Denis JohnsonSny o pociągach
Tomasz LadaWszystko jak leci
Antonina TosiekPrzepraszam za brzydkie pismo
Charles SpencerSzkoła bardzo prywatna