Pani Stefa
Produkt niedostępny 39,90 zł 33,52 zł wydanie 1・Okładka twarda
Kup ebook 29,90 zł 23,92 zł
MOBI, EPUB
  • Seria wydawnicza: Reportaż
  • Projekt okładki: Agnieszka Pasierska/Pracownia Papierówka
  • Data premiery: 26 maja 2015
  • Nazwa wariantu: wydanie 1
  • Rodzaj okładki: twarda
  • Wymiary: 133 mm × 215 mm
  • Liczba stron: 272
  • ISBN: 978-83-8049-087-1
  • Cena okładkowa: 39,90 zł
  • Przeczytaj fragment
Pobierz okładkę

Nagrody

  • Nagroda
    Nagroda Literacka m.st. Warszawy
    Magdalena Kicińska
    Pani Stefa
  • Nominacja
    Nagroda Literacka dla Autorki Gryfia
    Magdalena Kicińska
    Pani Stefa
  • Nagroda
    Stypendium im. Stanisława Barańczaka
    Magdalena Kicińska
    Pani Stefa

Pani Stefa

Data premiery: 26 maja 2015

2 czerwca 1886 roku do księgi metrykalnej wpisane zostaje „niemowlęcie płci żeńskiej” urodzone w Warszawie 26 maja. „Opóźnienie sporządzenia aktu nastąpiło wskutek niedbalstwa rodziców”.

Już ustalenie jej pochodzenia okazało się ogromnym wyzwaniem. W historii jej rodziny więcej jest znaków zapytania niż faktów. Nie wiadomo nawet, od kiedy rodzina zaczęła używać nazwiska Wilczyńscy.

Jej warszawskie adresy:  Świętojerska 16, Franciszkańska 2, Krochmalna 92 – niby istnieją, ale ulice biegną inaczej, a domy już dawno zniknęły. Wychowankowie zapamiętali, że była bezszelestna, pojawiała się nieoczekiwanie i tak samo znikała. I być może z tego samego powodu o niej zapomniano – zniknęła w cieniu Janusza Korczaka.

Emmanuel Ringelblum zapisał: „Współpracowali ze sobą przez całe życie. Nawet śmierć ich nie rozłączyła. Poszli razem na śmierć. Wszystko, co związane jest z osobą Korczaka – internat, propagowanie miłości do dzieci – wszystko jest wspólnym dorobkiem obojga”. W książce Magdaleny Kicińskiej Stefania Wilczyńska wraca na swoje miejsce.

  • Aż trudno uwierzyć, że przez tyle lat rolę Stefanii Wilczyńskiej sprowadzano do funkcji pomocnicy Janusza Korczaka. Jakie to niesprawiedliwe wobec kobiety, bez której warszawski Dom Sierot przy Krochmalnej na pewno nie mógłby istnieć. I jak dobrze, że Magdalena Kicińska wyciąga panią Stefę z cienia, przywraca jej godność i równorzędne miejsce obok pana Doktora.

    Magdalena Grzebałkowska
  • Nie znam nikogo innego, kto z podobną uwagą i wrażliwością potrafiłby utkać tę opowieść. Spojrzeć na wszystko z dystansem, innym razem rozmienić na drobne. Ale tylko po to, żeby zobaczyć jeszcze dokładniej. „Dziękuję, że o niej piszesz” – powiedział Magdalenie Kicińskiej Gerszon Mandelblat, były wychowanek Domu Sierot w Warszawie. I my powinniśmy być wdzięczni.

    Angelika Kuźniak
  • Biografistyka to gatunek przeżywający swój rozkwit. Na świecie corocznie ukazują się tysiące tytułów, których bohaterami są zarówno sławni, piękni i bogaci, jak i osoby o poplątanych i dramatycznych losach lub odrzuceni przez społeczeństwo. Jednak biografia „Pani Stefa” pióra Magdaleny Kicińskiej jest biografią wyjątkową.

  • Czy można w ogóle mówić o Wilczyńskiej “oddzielnie” - w oderwaniu od Korczaka? Ja nie potrafię, a Kicińska bardzo się stara. Z powodzeniem.

    Aleksandra Buchaniec-Bartczak, fzp.net.pl
  • Bez patosu, bez moralizatorstwa, bez wyciskania łez na spopielałej ziemi Treblinki - powstała książka mądra, przemyślana i ważna.

    Polecam gorąco!

  • Dopiero trzy lata temu, w czasie Roku Korczakowskiego, za sprawą Fundacji im. prof. Mojżesza Schorra, przybliżono nieco jej postać. Niestety, z mizernym skutkiem – profil na Facebooku, który miał promować akcję („Kochana pani Stefa”) polubiło nieco ponad pół tysiąca osób. Znacznie większe szanse na spopularyzowanie postaci Stefanii Wilczyńskiej ma niedawno wydana książka Magdaleny Kicińskiej.

  • Magdalenie Kicińskiej zawdzięczamy prawdziwy i nieprzesłodzony portret Stefanii Wilczyńskiej. Autorka nie tylko wydobywa ją z Korczakowskiego cienia, ale kreśli portret osoby z krwi i kości.

  • „Pani Stefa” nie jest biografią, jest reportażem. Jest też kolażem dokumentów, niedopowiedzeń i rozmów z ostatnimi żyjącymi wychowankami, których pamięci się kłócą. Wszystkie znaki zapytania, domysły, niepełne informacje są u Kicińskiej rzetelnie umieszczone w nawiasach. Autorka oddaje głos dokumentom, świadkom, samej Stefanii, wreszcie - sobie. Oddaje głos światu pierwszej i drugiej wojny, światu cyklicznego kryzysu i odrodzenia. I robi to perfekcyjnie.

  • Ten doskonały reportaż, który liczy sobie prawie trzysta stron wypełniony jest opowieściami i wspomnieniami tych, którzy Stefę znali. Listy Wilczyńskiej, jej artykuły — ta piękna kobieta, która nie żyje od zbyt dawna ma szansę znów przemówić, tym razem w głowach czytelników. „Pani Stefa” pozbawiona jest banałów i niepotrzebnego patosu — to tylko ja się tak rozczulam – ale właśnie dlatego, że przestawia osobę z krwi i kości, trafia tak głęboko.

  • Oby więcej książek, które denerwują, odrzucając utarte schematy i zostawiają miejsce dla czytelników - aktywizując ich do działania, wpychają w rolę narratora/narratorki. Czy nie o to chodziło Wilczyńskiej i Korczakowi w ich projekcie wychowawczym - o podmiotowość i partnerstwo? Czy to naprawdę tylko przypadek, że właśnie w taki sposób Kicińska pisze dla nas o Wilczyńskiej?
    Kicińska po prostu wie, że inaczej nie można.

  • Reporterka chce wydobyć Wilczyńską z wielkiego cienia najbardziej znanego polskiego pedagoga i przywrócić jej należne miejsce wśród działaczek społecznych. „Henryk Goldszmit odebrał już zasłużone honory, dajmy teraz przemówić Stefanii” – powie Kicińska.

  • Kicińska skrupulatnie oznacza, co udało się jej ustalić, a czego chciałaby się dowiedzieć, ale już nie ma skąd. Jej precyzja tworzy opowieść dwuwątkową: jeden to klasyczna biografia Wilczyńskiej, gdzie Magdalena Kicińska przedstawia fakty, cytuje listy, zapiski, wreszcie wspomina wychowanków, drugi zaś to tło historyczne, polityczne, społeczne, ekonomiczne, bez znajomości którego trudno by było dziś ocenić i docenić panią Stefę.

    Katarzyna Kotowska, „Nowe Książki” z dn. 15.10.2015
  • Jeśli Stefanii Wilczyńskiej odmawia się samotnego (bez grającego pierwsze skrzypce Korczaka) upamiętnienia to książka Kicińskiej zdecydowanie jest taką właśnie ostoją pamięci o jednej z najbardziej niezwykłych kobiet, które zajmowały się pracą z żydowskimi sierotami. Jeden z wychowanków Domu Sierot – Gerszon Mandelblat – mówi autorce recenzowanej pozycji: „dziękuję, że o niej piszesz”. Choć nie łatwo zrobić to recenzentowi, to jednak w tym miejscu i ja muszę przyznać się do kompletnej nieznajomości pogmatwanych losów Pani Stefy i wypada mi tylko napisać od siebie: Pani Magdaleno, dziękuję, że Pani o niej napisała.