Słońce, możliwość, radość
Produkt niedostępny 29,90 zł 25,12 zł wydanie 1・Okładka miękka, foliowana
  • Seria wydawnicza: Esej
  • Projekt okładki: Agnieszka Pasierska/Pracownia Papierówka
  • Skład: Robert Oleś/d2d.pl
  • Data premiery: 5 listopada 2010
  • Nazwa wariantu: wydanie 1
  • Rodzaj okładki: miękka, foliowana
  • Wymiary: 125 mm × 205 mm
  • Liczba stron: 152
  • ISBN: 978-83-7536-230-5
  • Cena okładkowa: 29,90 zł
  • Przeczytaj fragment
Pobierz okładkę

Słońce, możliwość, radość

Data premiery: 5 listopada 2010

Słońce, możliwość, radość to kolejna eseistyczna książka Michała Pawła Markowskiego, laureata Nagrody Kościelskich z roku 2000 za zbiór esejów Anatomia ciekawości. Prywatne miesza się tu z publicznym, a rozważania o sztuce, literaturze i fotografii z bardzo osobistą narracją. Tytułowe kategorie odnoszą się do afirmacji doświadczenia estetycznego w najszerszym zakresie. Nie ma tu granicy między oglądaniem obrazów Bacona i Hoppera w muzeach czy zdjęć Cartier-Bressona a radosnym, zmysłowym doświadczaniem rzeczywistości. Intelekt nie spycha na dalszy plan cielesnego uwikłania w egzystencję, lecz stara się za nim, w miarę swoich sił, podążać. Książka zaczyna się od autobiograficznej opowieści o czytaniu, kończy zaś na odkryciu Ameryki. Choć nie jest to dziennik z podróży w sensie ścisłym, rejestruje podróże autora, zarówno te odbywane w wyobraźni i na piśmie, jak i te realne (Waszyngton, Tanger), podróże między wiekiem dziecinnym i dojrzałym i te między Europą a Ameryką. Jest to – jak powiada autor – egzystencjalny raptularz, w którym sztuka muzeów, sztuka opowieści i sztuka życia splatają się w mocny węzeł.

  • Teksty Michała P. Markowskiego są zapisem myślenia na żywo. Jakby żaden schemat czy gotowa formuła nie krępowały myśli w konfrontacji z doznaniem świata. Powalająca erudycja nie waży tu więcej niż wyostrzone oko i apetyt na życie. Z lektur, opowieści, obrazów, smaków i przygodnych doznań Michał wysnuwa – niemal awanturniczą – narrację o życiu przechodzącym w egzystencję. Eseistyka przygodowa – tak bym więc nazwał gatunek, który autor w tej książce uprawia.

    Piotr Mucharski