Dla mediów

Eli, Eli

Eli, Eli

data premiery: 09.10.2013

Kto przeczyta Eli, Eli, może już nigdy nie będzie podróżował jak przedtem. Wojciech Tochman opowiada nam o Filipinach, jakich nie znamy, o świecie najuboższych, którzy od lat żyją w slumsach i na cmentarzach Manili. Ale nie jest to książka tylko o nich. Jest i o nas.

Wszyscy coraz więcej podróżujemy, coraz więcej fotografujemy świat. Ale nie widzimy tego, o czym pisze Tochman, i co fotografuje Wełnicki. Tego, co pod powierzchnią: cierpienia i bólu. Bo się na nie uodporniliśmy. Tochman odwraca obiektyw, przygląda się nam, ale i sobie, naszemu spojrzeniu na tragedię, na Innego, i dokonuje odnowienia empatycznej więzi.

Eli, Eli jednocześnie oskarża i niesie nadzieję. A może nawet rozwiązanie dylematu, co zrobić z widokiem ludzkiego cierpienia. Kluczem jest reporterska uważność, krytycyzm wobec własnego spojrzenia i otwartość na innego człowieka.

Gęstej prozie Tochmana towarzyszą znakomite, poruszające zdjęcia Grzegorza Wełnickiego. Twarze, które oglądamy na jego portretach nie są anonimowe. Tochman przedstawia nam historię ludzi z tych fotografii, opowiada o losach każdego z nich. Z głęboką wrażliwością znaną czytelnikom jego poprzednich książek, wprowadza nas w cichy świat kobiety-drzewa, w codzienność dzieci mieszkających na grobach, w dramat czternastoletniego bohatera opery mydlanej, która nigdy nie powstanie. Patrzymy na ich życie z tak bliska, że wreszcie zaczynamy czuć.

  • Tochman siebie i Wełnickiego stawia w opozycji do turystów zwiedzających biedne dzielnice, aby wrzucić fotkę na fejsa. My poznajemy ludzi, żyjemy blisko nich, angażujemy się – mówi. Nie jesteśmy też jak kolonizatorzy, którzy jeszcze nie tak dawno zbierali okazy do „ludzkiego zoo”.
  • W dobie podglądania wszystkiego i wszystkich taka książka nie tylko robi wrażenie, ale jest też niezwykle ważna. Pokazuje, że pomimo rozwiniętej technologii nie możemy nie zauważać problemów etycznych związanych z niektórymi zawodami, nie możemy utracić empatii i swojego człowieczeństwa tylko dlatego, że „to nasza praca”, a przede wszystkim winni jesteśmy szacunek ludziom, dzięki którym możemy opowiedzieć światu swoje wersje historii ludzkości.
  • Bez wątpienia Tochman i Wełnicki wykazali się olbrzymią odwagą, a zarazem znakomitym warsztatem (foto)reporterskim. Z uwagą wysłuchiwali historii tych, o których istnieniu większość wolałaby zapomnieć, którzy nie pasują do wizji metropolii szklanych drapaczy chmur.

Dyskusja

Nie są szczęśliwe oczy dziecka, które na nas patrzą. Twarz za drutami, za białą kratką – półką ze starej lodówki przyniesioną z junk shopu. Oczy wilgotne, nieufne, nieruchome. To Pia. Trzy lata, owrzodzenia na skórze, nie mówi, słabo się rusza i rzadko uśmiecha. Siedzi w czarnej dziurze, która jest jej domem. Cuchnąca szafa, wysoka na mniej niż dwa metry, sklecona z dykty i szmat. Młodszy brat dziewczynki, na zdjęciu po prawej, nie uśmiecha się wcale. To Buboy. Krzywi się i drapie. Kaszle. W pobliżu czuwająca dłoń babci. Choć to raczej prababcia. Ma prawie osiemdziesiąt lat, a matka tych dzieci dwadzieścia. Brakuje informacji o co najmniej jednym pokoleniu. Ale nikt z nas o takie szczegóły nie pyta, nikt nie będzie zaprzątał sobie tym głowy. To dzieci porzucone, mówi nasz przewodnik. Matka narkomanka, nie wiadomo, czy żyje i gdzie. Ojciec w więzieniu. Jest tylko babcia, która nie ma nic i nie mówi prawie nic. Pewnie długo nie pożyje. Smutna sprawa, smutny widok.

Całkiem liczną grupą przyszliśmy sfotografować ubóstwo. Przylecieliśmy z Madrytu, Paryża, Frankfurtu, Warszawy, Londynu, Moskwy, Tel Avivu, Sydney, Toronto i Nowego Jorku. Można by w uproszczeniu, powiedzieć: z Dalekiego Zachodu. Dotarliśmy na ulicę Adriatico, pełno tu białych, rzuciliśmy w hostelu Frendly’s plecaki, w recepcji przeczytaliśmy ogłoszenie dla odkrywców spod znaku Lonely Planet: True Manila! Prawdziwe oblicze Manili! Zobacz miasto niedostępne dla turystów! Free of charge! Piąta po południu w hostelu obok, który nazywa się Where2Next.

Organizatorem wycieczki jest Edwin N., facet przed czterdziestką, mieszkaniec ulicy Onyx.